Kartka z pamiętnika triathlonisty

Sezon dobiega końca to i czas na pisanie się znalazł. To był wyjątkowo dobry sezon dla mnie. Już pisałem to kilka razy, ale powtórzę jeszcze raz. Jasne stawianie sobie celi w sporcie dały mi świetną naukę w postaci świadomości zwrotu z systematycznej pracy.

Dzisiaj nie o tym chciałem napisać. Będzie też mniej teorii, a więcej osobistej praktyki. Poprzez jeden z wpisów w moim dzienniku chciałem pokazać jaki wpływ ma świadomość tego co czuję na efekty i skuteczność moich dalszych treningów. Dzięki tej świadomości w środku sezonu mogłem wprowadzić zmiany tak, aby kontynuować i realizować swoje założenia z równą skutecznością czerpiąc jednocześnie satysfakcję i radość. Zamiast tego mógłbym na siłę męczyć się w myśl zasady: „Jak już tyle wytrzymałem to jeszcze miesiąc pociągnę bo przecież żal„.* Ale to nie dla mnie, zawsze mam wybór i zawsze mogę coś zmienić.

*) Swoją drogą ten sam błąd bardzo łatwo można popełnić podczas medytacji ustawiając sobie minutnik i w trakcie o medytacji myśleć tylko o fakcie, kiedy zadzwoni budzik. 🙂

Tekst jest oryginalny, pisany jeszcze w emocjach po treningu razem z błędami stylistycznymi i gramatycznmi. W moim dzienniku nie ma to dla mnie znaczenia, zazwyczaj przelewam jak najszybciej to co w sercu.

 

04.08.2018

„Bardzo dużo emocji podczas treningu. Nie pamiętam, żebym kiedyś miał tak silny opór i jakąś taką blokadę podczas rozgrzewki przed wciśnięciem przycisku LAP, który jest dla mnie sygnałem, że od tego momentu nie ma już odwrotu, jest tylko wysiłek, aż do ostatniego okrążenia. Całe 20 minut czułem gdzieś z tyłu głowy blokadę przed zrobieniem tego, objawiającą się uczuciem strachu, kiełkującej i czającej się głęboko paniki, wstrętu i obrzydzenia. W końcu coś we mnie pękło i stwierdziłem, że nie tym razem, dzisiaj sobie tego nie zrobię i odpuściłem. Zrobiłem sobie wycieczkę, a to traktuję jak żółtą lapkę ostrzegawczą i coś w tym chyba było. Na początku miałem wrażenie, że kolana ciągle przeciążone podczas zawodów, ścięgna pracują jakby zgrzytały. Koniec końców jakiekolwiek akcent podczas jazdy w postaci krótkiego nawet podjazu kończył się znowu oporem przed dalszym wysiłkiem i po prostu słabością. Nie, nie tym razem… nie chciałem się forsować, nie miałem zbyt motywacji, choć myślę, że to mój Anioł Stróż nade mną czuwa. Trochę to osobiste, ale co tam. Skończyłem zafascynowany bukietem doświadczeń jakie przeżyłem podczas wysiłku, jednocześnie szczęśliwy i wzruszony faktem, bo z uderzeniem obucha dotarła do mnie świadomość:

„Wszystko mogę nic nie muszę. Jestem szczęśliwy.(…)”

 

Tym razem bez cytatu i bez mojej interpretacji, co z tego weźmiecie to wasze.

Jednocześnie… jestem pewien, że Ty także masz analogicznie doświadczenia w tej lub jakiejkolwiek innej dziedzinie życia. Będę szczęliśwy jeśli zdecydujesz się w komentarzu podzielić się choćby jednym. Dzielenie się swoimi doświadczeniami to jedna z najlepszych możliwości pomocy innym. Możliwość poznania twojej, możliwie, że Tobie będzie się ona wydawała błahej, opowieści będzie wyróżnieniem, a jednocześnie sprawisz mi przyjemność i motywację do tego, żeby pisać dalej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.